Czas na nową Konstytucję

W minioną sobotę (10 stycznia), na pierwszym w 2026 roku spotkaniu Klubu Dyskusyjnego w ramach Przemyskiego Towarzystwa Kulturalnego, wystąpił gościnnie prof. Krzysztof Szczucki (dr hab. nauk prawnych na Wydziale Prawa i Administracji UW, a zarazem poseł Prawa i Sprawiedliwości obecnej kadencji Sejmu RP oraz były minister edukacji i nauki), który mówił o potrzebie zmiany obowiązującej aktualnie Konstytucji RP i przedstawił zarys proponowanych zmian.

Przewodniczący PTK, poseł i były marszałek Sejmu Marek Kuchciński, otwierając spotkanie zauważył, że niedomówienia i niejasne podziały w ramach post-komunistycznej Konstytucji z 1997 roku komplikują relacje pomiędzy dwoma częściami władzy wykonawczej jaką stanowią rząd i prezydent. Przypomniał zarazem wcześniejszy solidarnościowy projekt Konstytucji RP, który niestety nie uzyskał poparcia w referendum z 1994 roku z powodu frekwencji poniżej 50 procent w skali kraju. Wspomniał też o zgłoszonych w 2005 i 2010 roku z kręgów Prawa i Sprawiedliwości projektach nowej Konstytucji wzmacniającej kompetencje prezydenta, jednak nie popartych niestety stosowną większością w Sejmie.

Oddając głos prelegentowi marszałek Marek Kuchciński poinformował, że aktualnie prezes PiS, Jarosław Kaczyński, poprosił właśnie posła Krzysztofa Szczuckiego o kierowanie zespołem, którego zadaniem będzie przygotowanie projektu nowej Konstytucji RP, która zlikwidowałaby niejednoznaczność kompetencji rządu i prezydenta w sytuacji coraz większego uzależnienia Polski od Unii Europejskiej, grożącego w perspektywie utratą suwerenności. 

Prof. Szczucki stwierdzając, że obecnie obowiązująca Konstytucja „powinna być zmieniona w dużej mierze”, jednocześnie dostrzega w niej „pewne zalety”, a więc nie postuluje odrzucenie jej w całości. W szczególności PREAMBUŁA tejże pełna jest deklaracji wierności ogólnoludzkim wartościom („prawda, sprawiedliwość, dobro, piękno, suwerenność państwa, demokracja) i wzywa do respektowania „przyrodzonej godności człowieka i jego prawa do wolności”. Rozdział I Konstytucji stwierdza, że „Rzeczypospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Z kolei z treści Artykułu 30 wynika, że „źródłem praw i wolności jest przyrodzona i niezbywalna godność człowieka”. Jak wyraził się prof. Szczucki: „gdyby post-komuniści mieli dzisiaj większość konstytucyjną, to uchwaliliby znacznie gorszą Konstytucję”. Jego zdaniem odwoływanie się do dobra wspólnego oraz do przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka (głoszonej przez katolicką naukę społeczną Kościoła i w szczególności przez papieża Jana Pawła II) potrzebne im było, „bo obawiali się, że bez tego nie mają szans na przyjęcie tej konstytucji i zaaprobowanie jej w referendum, które wtedy było konieczne”.  

Tak więc, zdaniem prof. Szczuckiego, owo odwołanie do wartości humanizmu chrześcijańskiego należałoby w projektowanej nowej konstytucji zachować, natomiast koniecznym jest przezwyciężenie kreowanego w obecnej Konstytucji konfliktu pomiędzy organami władzy wykonawczej, czyli pomiędzy rządem i prezydentem. Idzie bowiem – jak mówił – „o ułożenie państwa w taki sposób, żeby działało sprawnie, żeby organy państwa mogły rozwiązywać problemy, radzić sobie z wyzwaniami i kryzysami, z którymi już mieliśmy do czynienia (…), bo dzisiaj na co dzień to obserwujemy. Obserwujemy konflikt dotyczący spraw międzynarodowych. Kto ma reprezentować państwo polskie? Kto ma odpowiadać za politykę zagraniczną? Gdy słuchamy wypowiedzi Pałacu Prezydenckiego to słyszymy, zgodnie z prawdą, że prezydent reprezentuje Rzeczpospolitą za granicą, że prezydent jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej, że jest głową państwa. Ale znowu rząd twierdzi, pokazując inny przepis Konstytucji, że za politykę zagraniczną odpowiada Rada Ministrów. I taki przepis tam rzeczywiście się znajduje, proszę państwa. No to kto ma być tym organem władzy wykonawczej odpowiadającym za sprawy polityki zagranicznej, które się przecież wiążą ze spotkaniami zagranicznymi, z negocjacjami, z dyskusjami. Tego jednak Konstytucja nie rozstrzyga, czyli: „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Tak właśnie została napisana konstytucja z 1997 roku, że nie rozstrzyga jednoznacznie, czy te kompetencje w obszarze polityki zagranicznej, reprezentowania Polski na zewnątrz, prowadzenia Spraw Zagranicznych – mają być po stronie prezydenta, czy premiera. Na przykład kwestia ambasadorów. Prezydent nie chce się zgodzić na pewne nominacje. No i trudno mu się dziwić patrząc chociażby na to, kto miałby być ambasadorem Polski w Stanach Zjednoczonych. Te rządowe nominacje są przecież zupełnie absurdalne i prezydent się na to nie chce zgodzić. Rząd się upiera, a finalnie nasze państwo nadal nie ma ambasadora na tak ważnej placówce. Tak więc konstytucja powinna wyraźnie przesądzać: kto w takich sytuacjach podejmuje tę ostateczną decyzję. Podam tu państwu inny obszar bardzo z polityką zagraniczną związany, a mam tu na myśli bezpieczeństwo, zwłaszcza sytuację kryzysu, który wiąże się zawsze z wojną. O możliwości tej wojny przez całe lata nie myślano i wydaje mi się, że kiedy konstytucja była opracowywana w komisji konstytucyjnej zgromadzenia narodowego w latach 1993-1997, kiedy to post-komuniści razem z PSL-em mieli większość w parlamencie, to oni żyli w takim przekonaniu o końcu historii. Tymczasem okazało się dość szybko, że upadek Związku Sowieckiego nie skończył historii. Okazało się, że świat wcale nie jest spokojny, bo pojawiły się nowe konflikty. (…) Świat jest bardzo niespokojny – końca historii nie ma. No i wyobrażam sobie, proszę państwa, że gdyby wybuchła wojna, to każdy natychmiast powinien wiedzieć co ma robić, gdzie ma się stawić. Jakie ma kompetencje, za co ma odpowiadać prezydent, premier. I kiedy się spojrzy do konstytucji z 1997 roku to się pozornie może wydawać, że sprawa jest załatwiona. No bo przeczytamy w tej konstytucji, że prezydent RP jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych. Nawet pamiętamy: szóstego sierpnia na Placu Piłsudskiego w Warszawie piękna uroczystość przekazania zwierzchnictwa nad armią panu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Za serce to chwytało kiedy krzyknął: Czołem żołnierze!, kiedy  klękał przed sztandarem i całował go. Czuliśmy, że właściwy człowiek przejmuje zwierzchnictwo nad armią. Jednak gdy przeczytamy konstytucję głębiej to się okazuje, że prezydent sprawuje zwierzchnictwo nad armią za pośrednictwem ministra obrony narodowej, którego powołuje formalnie, ale nie ma wpływu na wybór tego ministra. Czyli musi powołać tego, kogo Prezes Rady Ministrów mu wskaże i za jego pośrednictwem ma sprawować zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi. To już tutaj widzicie państwo, że to jest fikcja, bo to zwierzchnictwo realnie zależy od dobrej woli ministra obrony narodowej: czy on zechce z prezydentem współpracować, czy nie zechce. Tak więc konflikt jest wielce prawdopodobny, zwłaszcza jeżeli mamy sytuację kohabitacji, czyli prezydenta wywodzącego się z innego obozu niż rząd. Jednak konflikty zdarzały się także w sytuacji, kiedy te osoby pochodziły z jednego obozu politycznego, czego przykładem tzw. „szorstka przyjaźń” pomiędzy premierem Leszkiem Millerem i prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, kiedy to się wykłócali o to – kto ma Polskę reprezentować na szczytach, gdy Polska była przyjmowana do Unii Europejskiej.

Tu mówię o czasach pokoju, ale na czas wojny wcale nie przewidziano lepszego rozwiązania, bo zgodnie z konstytucją prezydent na czas wojny powołuje do kierowania armią, do kierowania obroną, naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych. Jednak naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych prezydent powołuje na wniosek premiera. Widzicie państwo tutaj, że twórcy Konstytucji za wszelką cenę nie chcieli jednoznacznie przydać ostatecznych kompetencji ani prezydentowi, ani premierowi. W sytuacji konfliktu zbrojnego trzeba szybko podejmować decyzje, a nie sprzeczać się, czy ucierać stanowiska. Tak więc konstytucja powinna jednoznacznie przesądzać: kto odpowiada za powołanie naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych.

W przekonaniu prof. Krzysztofa Szczuckiego konstytucja powinna właśnie prezydentowi powierzać naczelne dowództwo czyli faktyczne zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi – podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie prezydent podejmuje decyzje. Oczywiście sztab generałów przygotowuje warianty możliwych reakcji na konkretne zagrożenia, ale to prezydent podejmuje ostateczną decyzję, za którą jest odpowiedzialny i następnie rozliczany przez wyborców. 

Tymczasem w Polsce aktualna konstytucja wprawdzie nadaje prezydentowi pewne silne kompetencje, ale mają one charakter tylko negatywny w postaci możliwości wetowania ustaw. Ma on oczywiście pełne konstytucyjne prawo nie zgadzać się z takimi ustawami, które są niezgodne z jego zwycięskim programem i z oczekiwaniami jego wyborców. Może wprawdzie także przygotowywać i wnosić do Sejmu projekty ustaw, co zresztą czyni, ale są one tendencyjnie powstrzymywane od procedowania przez marszałka Sejmu różnymi sposobami lub odrzucane przez wrogą większość sejmową.   

W przekonaniu prof. Szczuckiego prezydenckie prerogatywy są niedostateczne i niewspółmierne do sposobu, w jakim prezydent jest wybierany. W tej sytuacji prelegent konkludował, że trzeba w końcu zdecydować się i wybrać: czy w nowej konstytucji chcemy funkcjonować w systemie kanclerskim, a więc silnego premiera i mocnego rządu( jak np. w Niemczech lub w Wielkiej Brytanii) przy jedynie ceremonialnej roli prezydenta, którego w tej sytuacji nie byłoby sensu wybierać w powszechnych wyborach bezpośrednich. Czy też chcemy raczej wzmocnić władzę prezydencką i mieć silnego prezydenta, któremu konstytucja zapewniałaby pozytywną sprawczość w postaci możliwości wydawania rozporządzeń z mocą ustawy. Nie byłaby to jednak prezydentura na wzór Stanów Zjednoczonych, bo byłby to w naszych warunkach system – zdaniem prof. Szczuckiego – zbyt daleko idący, ale raczej na wzór Francji, gdzie najważniejsze zadania i kompetencje władzy wykonawczej powierzane są przez konstytucję właśnie prezydentowi.

W tym miejscu prelegent szczerze przyznał, że w obozie Prawa i Sprawiedliwości panuje pewien spór co do tego, który z tych dwóch modeli władzy wykonawczej warto wybrać dla projektu nowej konstytucji. On sam proponuje wzmocnienie konstytucyjnych prerogatyw prezydenta, co – jak twierdzi – skłonny byłby poprzeć także sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Z kolei zwolennikiem wzmocnienia roli premiera i rządu jest np. były premier Mateusz Morawiecki. Aktualnie w Zespole Konstytucyjnym PiS, któremu przewodniczy właśnie prof. Krzysztof Szczucki, prowadzona jest w tej kwestii ożywiona dyskusja, przy czym jej intencją jest dobre funkcjonowanie państwa, a nie jakiekolwiek względy personalne. Jeśli bowiem do przyjęcia nowej konstytucji doszłoby w kolejnej kadencji Sejmu, to prezydent Karol Nawrocki nie miałby nawet szans z tej zmiany skorzystać, bo byłby może w trakcie swojej drugiej kadencji, ale o trzeciej nie mógłby już myśleć z oczywistych względów formalnych.

(Przebieg spotkania subiektywnie i z konieczności skrótowo, bo bez licznych pytań i wypowiedzi słuchaczy, zrelacjonował – Jacek Borzęcki)